WROCŁAWSKI KLUB KOSZYKÓWKI

#

#

#

2018-06-26 14:24:48

Michał Rutkowski: Jestem dumny z chłopaków

#

Jaki był Twój plan na ten zespół, gdy przejmowałeś ten rocznik?

- Kiedy to było… (śmiech). Od momentu, gdy zacząłem zbierać tych chłopaków minęłoz 5 lat, ale wtedy nie miałem szczególnego planu – chciałem mieć liczną grupę, żeby mieć z czego wybierać. Od początku chciałem, żeby mój zespół młodzieżowy był walczący, biegający, dobrze broniący, rzucający z każdej pozycji i mądrze grający.

Kiedy patrzysz na to z perspektywy czasu, jak to się zmieniło?

Na pewno była walka, obrona, dużo rzutów, z mądrą grą bywało różnie, ale jestem zadowolony z chłopaków.

#

Przechodząc do rozgrywek ligowych, jak one się dla Was układały?

- Zaczęło się dla nas alarmem ostrzegawczym. Pojechaliśmy na turniej do Pniew, rozegraliśmy naprawdę dobre zawody, nasza gra fajnie wyglądała, ale mieliśmy zimny prysznic po porażce z Turowem Zgorzelec u siebie. Teraz mogę powiedzieć, że ani ja, ani chłopcy nie braliśmy tego pod uwagę, a grając bardzo słabo przegraliśmy trzema punktami (67:70 – dop.). Kolejne miesiące też były kiepskie – było sporo zamieszania wokół naszej drużyny. Graliśmy słabo, nie ma co ukrywać, ale na szczęście byliśmy w stanie wygrywać ważne mecze – ze Śląskiem jednym punktem na wyjeździe (62:61), wygraliśmy w Jeleniej Górze (73:70), rewanż z Turowem Zgorzelec (77:74). Kluczowym momentem, gdy poszliśmy do góry, był turniej w Ostrawie. Zagraliśmy naprawdę dobre zawody, z bardzo mocnymi europejskimi zespołami, to był początek naszej drogi.

Co zatem dało tym chłopakom to, że mimo dość młodego wieku mogą się ogrywać z zespołami z europejskiej półki?

- To ma duży wpływ. Mam podobne doświadczenie z rocznikiem 1998, który grał bardzo dużo zagranicznych turniejów i wyniesione doświadczenie wychodziło, chociażby podczas finałów mistrzostw Polski juniorów na Mieszczańskiej, gdy przegrywaliśmy trzynastoma punktami, a zespół to nadrobił i zdobył złoto. Takie mecze są ważne i powinno ich być jak najwięcej – dobrych, wyrównanych, trudnych. Nie można się przestraszyć, gdy przyjedzie zespół zagraniczny, tylko grać z nim jak z każdym innym przeciwnikiem.

35385689_1693709494016422_257710952726659072_n.jpg

Jak liga wpłynęła na ćwierćfinały mistrzostw Polski?

- Była jedną z mocniejszych w Polsce, więc wiele meczów było wyrównanych. Na właściwe tory weszliśmy z drugim etapie w lidze dolnośląsko-lubuskiej, kiedy wygrywaliśmy zdecydowanie i była dobrym etapem przygotowawczym do tego, co nas potem czekało.

Potem czekały ćwierćfinały mistrzostw Polski, które zakończyliśmy z bilansem 3-0, ale o mało co przegralibyście mecz z Sopotem. Jakie słabości pokazał?

- Sopot to fajna koszykarsko drużyna, szkoda, że odpadli w tak wczesnym etapie. Każdy mecz z nimi tak się kończył. Pamiętam nasz pierwszy turniej w IV klasie – przegraliśmy go z dwoma punktami. W styczniu graliśmy na turnieju unas – my rozgrywaliśmy najsłabszy mecz turnieju, Trefl najlepszy – cały czas nam nie szło - w pewnym momencie prowadzili szesnastoma punktami, ale nam udało się to odrobić i wygrać. Nie wiem, dlaczego ten Sopot nam nie leży (śmiech). Kiedy spotkamy się w następnych meczach, postaramy się wygrać, ale w lepszym stylu.

Później były półfinały. Po dwóch dniach mieliśmy zapewniony awans, ostatniego dnia przegrana z Tychami. Mówiłeś tydzień po tym turnieju, że ta porażka Wam pomogła. Patrząc na to z perspektywy czasu, chyba faktycznie?

- Zdecydowanie. Mimo że po tej porażce byłem bardzo zły, była przydatna – pokazała chłopakom, że nic jeszcze nie wygraliśmy, nie jesteśmy tacy mocni, musimy być cały czas skoncentrowani i walczyć do końca. Teraz rozmawiamy po finałach, ona bardzo dobrze na nas wpłynęła.

Dodatkowo jako jedyni ze wszystkich kategorii wiekowych w naszym klubie w tym sezonie zakończyliście fazę grupową finałów z bilansem 3-0.

- Tak naprawdę nie trzeba wygrywać wszystkich meczów tylko te właściwe. Mieliśmy bardzo mocną grupę. Na początek bardzo trudny mecz z gospodarzem, któremu podcięliśmy skrzydła, w drugim pokonaliśmy mocny Słupsk, który prawie awansował do ścisłego finału. Trzeci mecz z Koroną. Półfinał to najważniejszy mecz – jak się wygrywa to przynajmniej jest spokój, że ma się medal – a tak nerwówka, załamanie, że tego medalu jeszcze nie ma. Przytrafił nam się najsłabszy mecz, trochę nie wytrzymały głowy. Trzeba też przyznać klasę chłopcom z Włocławka – 40% za trzy, 8 celnych rzutów.

35329085_1693723037348401_7886797198095024128_n.jpg

Czy słabsza dyspozycja w meczu z Włocławkiem nie wynikały trochę z tego, że chłopaki z Koroną nieco odpuścili?

- Nie, z Koroną wystąpili trochę na luźno, bo wiedzieli, że jutro czeka ich półfinał. Z Włocławkiem wyszły presja i stawka meczu. Wydaje mi się, że nie wszyscy podołali. Widać to po meczu o trzecie miejsce, gdzie kilku graczy się uruchomiło i pociągnęło wynik. Mam nadzieję, że gdy spotkamy się przy innej okazji w półfinale to inaczej do tego podejdziemy.

A jak to jest, że mieliśmy jeden z najwyższych, o ile nie najwyższy zespół, a w całych finałach byliśmy najgorzej zbierającą drużyną?

- Są chłopcy z perspektywą, którzy potrafią zrobić wynik i to się udało. Przykładaliśmy do tego wagę, mówiliśmy, że tym się wygrywa mistrzostwa. Mieliśmy parametry, ale ni

e wiem, dlaczego tak się stało, trzeba zapytać naszych SkyTowerów, o co chodzi (śmiech).

Jeśli chodzi o mecz o brąz ze Słupskiem… Obawiałeś się tego spotkania?

- Bardzo. Słupsk jest mocnym zespołem, a my zagraliśmy świetne zawody. Jestem dumny z chłopaków, że szybko podnieśliśmy się po sobocie. Nasze mecze ze Słupskiem, zwłaszcza ten pierwszy, był moim zdaniem ozdobą tego turnieju. My mieliśmy więcej atutów. Nie tylko liderzy punktowali. Wynik robią ci gracze drugiego planu i decydują o dalszej gry.

Skoro o liderach, który z chłopaków na przestrzeni tego sezonu zrobił wyraźny postęp?

35489393_1695018527218852_1038864804065837056_n.jpgNie lubię wyróżniać indywidualnie, bo wszyscy zrobili postęp. Na pewno jednak trzeba pochwalić Wojtka Koczapskiego, który momentami może za bardzo się stresował, ale zawsze dawał maksa – nie trzeba było go specjalnie pilnować na treningach, bo było wiadomo, że zrobi wszystko jak należy. Paweł Szponder zrobił duży progres, ale fazy finałowej chyba nie udźwignął w głowie. Z czarnej roboty wywiązał się Adam Bottcher – dokładał parę punktów, walczył na zbiórce, w defensywie i biegu do kontry. Mateusz Kudzia szarpał się może niekiedy więcej ze sobą niż z przeciwnikami, ale nie można mu odmówić zaangażowania. Czarnym koniem jest Ignacy Prokop. W czwartek po pierwszy meczu pokazaliśmy mu jego zawody i myślę, że natchnęliśmy go do lepszej gry na dalszą część turnieju. Gdy w piątek rzucił 18 punktów zacząłem szukać takiego meczu, w którym miał taki wynik, a swój rekord punktowy poprawił na finałach, więc myślę, że przeszedł metamorfozę.



A czym ten medal jest dla Ciebie jako trenera?

- Nagrodą za te wszystkie godziny pracy, za wyrzeczenia, treningi w niedziele i w długie weekendy, gdy inni sobie gdzieś jeździli, a my siedzieliśmy sami w hali i trenowaliśmy. Cieszę się, że w opinii wielu trenerów mówi się o nas bardzo dobrze i to dla mnie wiele znaczy.

DSC_0691.JPG

Jak przez ten rok Ty zmieniłeś się jako trener, pracując z tymi chłopakami?

- To był dla mnie ciężki rok. Pojawiły się problemy, kryzys w zespole. Uważam, że pracą trenera nie jest wtedy, kiedy idzie dobrze, tylko przede wszystkim jak pojawiają się te kryzysy i trzeba umieć wyciągnąć z nich zespół. Mam nadzieję, że udało się to zrobić. Tak samo było z kadrą Dolnego Śląska, jedni uważali, że nie daję rady, a wyciągnęliśmy ten wynik. Spotkałem się z sytuacjami, których nie miałem wcześniej. Mocno wiążący psychicznie czas, ale ten medal osładza wszystko. Dużo przez ten rok wyniosłem i myślę, że to w kolejnym zaprocentuje.

W takim razie jakie cele na przyszły sezon?

- Z każdym treningiem być lepszym zawodnikiem i trenerem.

Powiązane artykuły