WROCŁAWSKI KLUB KOSZYKÓWKI

#

#

#

2018-06-23 19:35:02

Maciej Grzybek: Sport i zespołowość nauczyły ich bardzo dużo

#

Zajęliście drugie miejsce na koniec rozgrywek ligowych. Jak ten czas wpłynął na Wasz zespół?

- Zespół kształtował się przez parę ładnych lat. Przejmując go, chłopaki były w 6 klasie. Od tego momentu zacząłem etap budowania, żebyśmy coś w przyszłości osiągnęli. Ten sezon kadecki był zwieńczeniem pewnego etapu pracy. Mimo że się skończył, w mojej opinii to początek czegoś nowego. U16 to fajna koszykówka, ale jeszcze typowo młodzieżowa, na etapie juniora jest już trochę inaczej. Sezon był bardzo długi, zakończony 5 miejscem w Polsce, które jest sukcesem tej drużyny i tego, co zostało zbudowane na przestrzeni tych paru lat.

W takim razie od czego musiałeś zacząć budowę?

-Na początku nie wiedziałem, jakich mam chłopaków. Najpierw trzeba było ich poznać, zobaczyć mocne i słabe strony. To był mój pierwszy zespół, który zacząłem prowadzić. Trener nie wie, czego może oczekiwać po sobie, po zawodnikach. Miałem wsparcie u innych trenerów z klubu, których sugestie pomagały w rozwoju tej drużyny. Pierwszy rok był trudny, graliśmy w lidze minikoszykówki i w lidze młodzików. Udało nam się wygrać jeden mecz, a poza tym były same porażki i to nie wpływało pozytywnie, bo – wiadomo – każdy chce wygrywać. W pewnym momencie jednak trybiki zaczęły się zazębiać i zaczynało to funkcjonować – trzecie, drugie miejsca na turniejach towarzyskich. Później, gdy graliśmy w U15, przyszło dwóch zawodników - Marcin Kowalczyk i Mikołaj Włodarczyk. To był bodziec pozytywnej energii dla innych chłopaków i dla mnie, wiele się przez to nauczyłem. Oni weszli do tego zespołu z różnymi dziwnymi nawykami – pozytywnymi i negatywnymi - i trzeba to było wpleść w ten zespół tak, żeby go nie rozwalić. To był kluczowy moment w tworzeniu tej drużyny.

DSC_0950.JPG

Koszykarsko co udało się zrobić?

- 5 miejsce jest dobre, a nawet bardzo dobre. Kiedy ten zespół zaczynał funkcjonować coraz lepiej, apetyt rósł w miarę jedzenia. Wpajałem chłopakom, że nie gramy, by awansować do ćwierćfinałów, półfinałów czy finałów – my chcieliśmy zdobyć złoto – to był cel. W trakcie napotykały nas różne przeciwności losu, ale koszykarsko - poprzez granie w finałach – wszyscy poza jednym zawodnikiem mieli pierwszą styczność z tego typu imprezą, choć chłopcy z rocznika 2003 mieli przed rokiem przetarcie w finałach z trenerem Mazurem. Zobaczyli na czym te finały polegają. Dyspozycja dnia, jedna akcja, którą się odpuści decyduje o wyniku. Bezcenne doświadczenie, które wynieśli pomoże w dalszym rozwoju ich karier.

Podkreślasz, że ten czas dał chłopakom bardzo wiele, a co dał Tobie jako trenerowi?

- Poprzez wszystkie treningi uczyłem się pewnych rzeczy. Teraz wiem, że wiele zrobiłbym inaczej – poukładał - ale kilka razy postąpił tak samo. To ważne doświadczenie, które zbierałem także poprzez rozmowy z innymi trenerami czy własne refleksje, pozwoliło mi wyciągnąć wnioski na przyszłość. Pokazało, co poprawić, a gdzie warto byłoby zaryzykować, zaufać intuicji. Analizując wszystkie mecze z finałów, wniosków nasunęło się bardzo dużo i mam nadzieję, że będzie jeszcze lepiej.

A analizując cały ten czas mistrzostw Polski, nie masz wrażenia, że to była taka słodko-gorzka droga w Waszym wykonaniu? Nawet biorąc pod uwagę same finały – najpierw cieszyliśmy się po decydującej trójce Łukasza Woźniakiewicza, by później zabrakło trochę szczęścia.

- Taki jest sport, a tym bardziej młodzieżowy. Zespoły są nieobliczalne – jednego dnia możemy wygrać z jednym dwudziestoma punktami, a innego przegrać tyle samo. Na chłodno się to dobrze analizuje. Ćwierćfinały wygraliśmy dosyć pewnie i wiedziałem, że później będzie coraz trudniej. Poza wartościami koszykarskimi trzeba było dołożyć coś od siebie – typowe wartości wolicjonalne. Chłopaki jeśli chodzi o przygotowanie fizyczne i taktyczne byli na bardzo wysokim poziomie. W niektórych meczach zabrakło chociażby rzucenia się po jedną piłkę, ale nie można było im zarzucić braku walki, bo widać było, że chcą osiągnąć pewien etap, zdobyć medal. Zasłużyli na coś więcej.

DSC_0495.JPG

Za co w takim razie jeszcze trzeba pochwalić ten zespół?

- Założenia przed każdym meczem nie były zawiłe. Czasem w trakcie trzeba było przypominać chłopakom kwestie, które mogą pomóc. W meczu z Polonią zupełnie o nich zapomnieliśmy, co na pewno było związane ze stresem, bo na początku zostawiali dużo serca, ale nie do końca robili to, by ten sukces końcowy osiągnąć. Tamten mecz był dziwny i dopiero gdy przypomnieliśmy sobie, to co wcześniej mieliśmy ustalone, zaczęło to funkcjonować i uwierzyli, że to element do sukcesu. Wiedziałem, jak zagra Śląsk. Początek był dobry, ale później wydawało nam się, że poczekamy i może czymś nas zaskoczy, a oni to bezlitośnie wykorzystują. W momencie, gdy zorientowaliśmy się, że wynik zaczyna uciekać, było za późno. To było kluczowe spotkanie, mimo że zeszliśmy na -10, ale mogło się inaczej potoczyć. Z Polonią mogliśmy więcej wygrać, ale równie dobrze przegrać. Te finały od euforii w jeden dzień zmieniły się w zimny prysznic w meczu ze Śląskiem.

Przed meczem z Siarką Tarnobrzeg wiedzieliście, że nie zagracie w półfinałach. Jak Wy jako trenerzy musieliście uświadomić zawodnikom, że mimo wszystko zawsze lepiej bić się o to, o co się jeszcze da?

- Obawiałem się tego meczu, bo wiedzieliśmy, że nie będziemy w czwórce. Wchodząc do szatni, widziałem chłopaków załamanych, ale powiedziałem im, że to my mieliśmy w rękach awans. To ilu ludzi pracowało przy organizacji finałów, ile oni sami jako zawodnicy poświęcili pracy na treningach nie mogło zostać zniszczone przez brak awansu. Nie można było zagrać ostatnich dwóch meczów, by tylko się odbyły. To była rola moja, asystenta i kapitana, by poziom zaangażowania i determinacji przełożyć na boisko, bo to nie są mecze o pietruszkę. Kibice i wszyscy wokół zasłużyli na to, by się dalej im pokazywać z najlepszej strony. Mecz z Siarką układał się pół na pół, tak samo z Dąbrową. Był to ostatni występ tych chłopaków w kategorii U16. Myślę, że to też zadziałało motywująco, że chcieli się pokazać i zostawić dobre wrażenie.

DSC_0518.JPG

Podkreślasz rolę Waszą – trenerów oraz kapitana, która jest bardzo ważna w trudnych momentach, bo tak naprawdę – jaka jest mentalność szesnastolatków?

- Bardzo trudna. Ten rok nauczył mnie wiele nie tylko jako trenera, ale jako człowieka, funkcjonującego z grupą nastolatków. Fajne doświadczenie, były wzloty i upadki, ale najważniejsze, by po nich się podnieść. Chłopcy, będąc w okresie boomu dojrzewania zrozumieli, co jest dla nich priorytetem. Po to trenują, po to wylewają hektolitry potu na treningu, żeby nie zaprzepaścić tego, co już osiągnęli. Jedną głupotą można przekreślić sobie pewne rzeczy. Kończąc wiek kadeta nie będzie im łatwiej, tylko coraz trudniej. Ten ostatni rok był przetarciem przed koszykówką wkraczającą w dorosłość.

Patrząc na nich, myślisz, że dadzą radę być lepsi czy to już etap, którego nie przeskoczą?

- Niektórzy na pewno, a inni mają cele, do których dążą. W takcie całego rozwoju będzie dużo przeciwności losu jak to w życiu, ale to od nich będzie zależało, jak sobie poradzą. Bardzo ważne jest wsparcie rodziców, bo bez nich nie osiągnęliby tego. To kluczowa rola rodzica wspierającego, a nie wymuszającego, stawiającego nie wiadomo jakie wyzwania. Jeśli to zafunkcjonowało, oni idąc level wyżej mają kolejne cele. To fajnie, że nie poprzestają na tym, co osiągnęli. Niektórzy może będą grać w ligach amatorskich, ale niezależnie gdzie by byli i u kogo trenowali, myślę, że ta koszykówka im trochę pomogła w życiu. Sport i zespołowość nauczyły ich bardzo dużo i myślę, że z tego będą czerpać gdzieś dalej.

DSC_0752.JPG

A jak Tobie pomogła? Kolejny raz załapałeś się także na staż przy kadrze.

- Cieszę się, że to się udało. Dużo czerpię od trenerów, będących tutaj w klubie – fantastyczni fachowcy i ludzie, którzy pomagają i wspierają, mogę z nimi skonsultować pewne kwestie. Mnie koszykówka, kształtowała i myślę, że dalej będzie kształtować, bo na razie nie wyobrażam sobie robienia czegoś innego. Mam kolejne plany, cele, które chcę zrealizować. Teraz trochę odpoczynku, ale w wakacje rozpoczynam kolejny etap pracy – jeden rozpocząłem z rocznikiem 2007, co dalej – zobaczymy. Na pewno będę się rozwijał. Chcę też podziękować wszystkim trenerom i rodzicom, którzy wspierali mnie przez cały ten rok, to było bardzo ważne.

Powiązane artykuły